42-200 Częstochowa
ul. Dąbrowskiego 1
tel. (0-34) 324-36-38
e-mail: biuro@gaudemater.pl
mapa dojazdu
Polska  Angielska

Wyszukiwarka

relacja z USA

Stany, Stany, czyli ZPiT „Częstochowa” rusza na podbój Ameryki


 
Bilans 3-tygodniowego wyjazdu:
2 festiwale (Idaho International Dance and Music Festival i Bountiful Summerfest International, Utah)
reprezentacje 8 krajów z 4 kontynentów
12 koncertów
10 lekcji o polskich tańcach narodowych
1 uszkodzony akordeon
30-godzinna podróż
setki dolarów zostawione w amerykańskich sklepach
tysiące wspomnień
 
Oto relacja z przygotowań i wyjazdu:
 
Od wielu lat dwa razy w tygodniu po kilka godzin grupa młodzieży trenuje taniec i śpiew w Zespole Pieśni i Tańca „Częstochowa”. Dla większości z nich to pasja. W taniec wkładają całe serce, a w śpiew całe... płuca.
Zespół zawsze wraca z tournee z kuframi pełnymi laurów, nagród, dyplomów, kontaktów i niezapomnianych wrażeń. Naszą kulturę docenili już Niemcy, Włosi, Estończycy, Austriacy, Grecy, Portugalczycy, Brazylijczycy, Chińczycy. Wszędzie tam, tańcząc i śpiewając mazurki, oberki, kujawiaki i krakowiaki, młodzież z Zespołu sławiła polską kulturę i tradycję, wprawiając w zachwyt wszystkich widzów.
W ostatnich dniach Zespół wrócił z tournee po Stanach Zjednoczonych, jednak planowanie wyjazdu zaczęło się na długo przed wejściem do samolotu.
Dobre kilka miesięcy długich, ciężkich i wyczerpujących prób, ustalania programu i poszukiwania sponsorów – Stany miały by ukoronowaniem setek godzin przygotowań.
W festiwalach wzięło udział 8 zespołów, m.in. z Armenii, Peru, Chin, Japonii, Filipin, Czech, Chorwacji, USA. Konkurencja była więc potężna, wszyscy wspaniale przygotowani i świetnie wyglądający. Różnorodność kultur, strojów i ludzi wzmagała poziom stresu i podnosiła poprzeczkę współzawodnictwa.
Częstochowska młodzież dała z siebie wszystko. Za każdym razem, kiedy wychodzili na scenę (albo na boisko do rugby) i występowali przed pięciotysięczną publicznością, byli rewelacyjni. Zawsze okazywali się gwoździem programu, pomimo (a może właśnie dzięki temu) że zanikały głosy, nie starczało tchu w piersiach, spadały czapki i pękały przepaski.
Wolne chwile między koncertami Zespół spędzał z amerykańskimi rodzinami, u których mieszkał podczas całego pobytu. Oni zawsze byli na występach „Częstochowy”, pełni podziwu, mimo że wcześniej nie wiedzieli nawet gdzie leży Polska. Teraz już wiedzą, a nawet zaczynają mówić po polsku. Kiedy przychodził czas pożegnań z kolejnymi zaprzyjaźnionymi rodzinami, wszystkim jakoś dziwnie pociły się oczy…
Marcin Lizoń
 
Relacja na gorąco z centrum wydarzeń:
 
Spędziłam 3 wspaniałe tygodnie w stanie Idaho w USA z grupą bardzo wesołych ludzi. Oprócz licznych rozrywek czekała nas przede wszystkim praca, będąca jednocześnie naszą pasją – taniec. Obawialiśmy się reakcji Amerykanów na polski folklor, ale ku naszemu zaskoczeniu „tubylcy” przyjęli nas bardzo gorąco i niezwykle upodobali sobie nasz taniec, przez co pokazywanie go sprawiało nam jeszcze większą przyjemność niż dotychczas. Trafiliśmy do wspaniałych rodzin, które zapewniły nam wiele rozrywek oraz pokazały mnóstwo przepięknych zakątków Ameryki. Nie da się ukryć, że pożegnanie było bardzo smutne, ale co tu się dziwić, skoro przeżyliśmy tam tak wiele wspaniałych chwil.
Anita
 
 
Cześć!
Zakończyliśmy właśnie pierwszy etap trzytygodniowej podroży. A było tak: koncerty to oczywiście sukcesy – zespół bardzo się podobał. Atrakcje również były. W piątek wszystkie rodziny, u których mieszkaliśmy, spotkały się na pikniku nad rzeką. Były motorówki i pontony oraz, niestety, zbyt dużo słońca. Większość z nas ma chwilową niechęć do opalania, a tu jak na ironię słońca nie brakuje. W tym samym dniu wieczorem odbyła się ceremonia zamknięcia festiwalu w Bourley, gdzie pokazaliśmy „Krakowiaka” i oczywiście „Beskid”, który zrobił furorę. Wszyscy byli bardzo zadowoleni - zrobiono mnóstwo zdjęć pamiątkowych.
W sobotę o 7.00 zbiórka, pakowanie strojów i wyjazd na następne koncerty. Po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do Rexburga, szybka próba do otwarcia kolejnego festiwalu (bardzo gorąco!!!), ale na szczęście poszło szybko i przed 12.00 byliśmy wolni. Później lunch i rozpakowanie kostiumów. Mamy nowe rodziny i wszyscy są zadowoleni. Wieczorem odbyła się ceremonia otwarcia festiwalu. Na stadionie były białe i czerwone baloniki, odśpiewaliśmy nasz  hymn państwowy na amerykańskiej ziemi, potem krótka prezentacja na sztucznej trawie (oj, nie było łatwo!) - tym razem pokazaliśmy „Śląsk”. Na koniec były fajerwerki.
Niedziela to dzień z rodzinami, ale większość z nas spotkała się na zakupach w mieście JACKSON w stanie WYOMING – drobnostka: ponad dwie godziny jazdy. Miasteczko jak z klasycznego westernu – odlotowe. Zakupy zrobione, pieniądze wydane i znów wszyscy zadowoleni. Delegacja dostała zaproszenie na kowbojski wieczór - jedzenie na aluminiowych talerzach i picie w aluminiowych kubkach, a do tego show country - niezapomniane chwile. Jutro czeka nas parada ulicami miasta.
                            
 Danusia
 
 
Hej, to ja!
Czas podsumować minione dni. Było tak: we wtorek mieliśmy koncert w domu seniora i wspólny lunch. Były tańce i fotki oraz urodziny jednej z seniorek, więc oczywiście zabrzmiało nasze „100 lat” i łza wzruszenia zakręciła się w oku. Później dwie lekcje w pobliskiej szkole (dochodzimy już do perfekcji), a wieczorem koncert wyjazdowy w sąsiedniej miejscowości. Występowaliśmy jako ostatni zespół, kończąc program naszym krakowiakiem i finałem – owacje były na stojąco, więc chyba się podobało. I tak zakończył się nasz najbardziej pracowity dzień w Stanach.
Następnego dnia luzik, rano jedziemy do miejscowego Yellowstone i jakież nasze rozczarowanie - to takie zoo, po którym jeździ się autokarem! Wszyscy czujemy niedosyt. Później jeszcze kilka lekcji i główne koncerty festiwalowe - prawdziwe show, w których biorą udział wszystkie zespoły.
Dziś ostatni dzień z rodzinami – większość z nas spędziła go w prawdziwym Yellowstone, a więc w Parku Narodowym. Było wspaniale: dymiące gejzery, przepiękne krajobrazy, wspaniały kanion oraz chyba najbardziej wyczekiwana przez nas atrakcja – bizony i to właściwie na wyciągnięcie ręki. I tak dobiega końca nasz pobyt w Rexburgu, jutro rano jedziemy do ostatniej miejscowości naszej wyprawy do Bountiful – dzielnicy Salt Lake City. Ciekawe co nas tam czeka…
Pozdrawiam,
Danusia
 
Witaj Polsko!
Wyjazd dobiega końca, czas więc na podsumowanie ostatniego etapu naszej wyprawy.
To był bardzo długi i ciężki tydzień, tęsknota za krajem i rodzinami, a do tego ciągłe upały i nasze wełniaki - nienajlepsze zestawienie.
Bountiful to drugi festiwal, w którym bierzemy udział. Tu również mieszkamy u rodzin, które o nas dbają i wypełniają nam czas wolny, a główne atrakcje to oczywiście samo miasto Salt Lake. Niektórzy z nas mieli okazję być na koncercie najsłynniejszego chóru mormońskiego, który odbył się w przepięknej sali widowiskowej mieszczącej 21 tys. osób!!! Niecodzienną atrakcją dla nas była kąpiel w słonym jeziorze – to najbardziej zasolone jezioro na świecie – umiejętność pływania jest tu zbyteczna, ciało samo unosi się na wodzie.
Ale oprócz atrakcji była ciężka praca: 5 pełnych koncertów w plenerze, w tym jeden w samo południe przy temperaturze ok. 40°C! Ale po to przecież pojechaliśmy do Ameryki. Teraz pozostało nam pakowanie i szczęśliwy powrót do kraju. Wrócimy z mnóstwem nowych doznań, przyjaźni, wspomnień i setkami zdjęć, do których będziemy na pewno często sięgać.
Do zobaczenia po przyjeździe,
Danusia

Imprezy cykliczne

Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej Projekty zagraniczne Dni Europejskiej Kultury Ludowej Noc Kulturalna Festiwal im. Kaliny Jędrusik Światowy Kongres Częstochowian Dni Kultury Chrześcijańskiej Dni Częstochowy Artquake Jazz kameralnie Promocje książek CLASSIC TEA inne

Galerie

wykonanie internet plus